Jane's life. Kontynuacja mojego ostatniego opowiadania.
Dziewczyna nie mogła w to uwierzyć. Pomyślała, że to wszystko jakiś żart, za chwilę jej bliscy wyskoczą z ukryć i krzykną: "niespodzianka". Tak się nie stało.
-Ok Jane, jesteś silna, poradzisz sobie.- Zdesperowana mówiła sama do siebie. W końcu doszła do wniosku, że nie ma co płakać i rozpaczać tylko zacząć działać.
Jedyne co jej wpadło do głowy to zadzwonić do dobrego przyjaciela rodziny.
-Halo? James? Tu Jane. Potrzebuję twojej pomocy, proszę przyjedź.
-Jane, witaj słońce. Coś się stało?- Miłym głosem powitał Jane, James, czyli wspólnik pana McBrian'a. Dla jego córek był bardzo dobrym wujkiem. Dziewczyna była pewna, że on na pewno o wszystkim wie i jej pomoże.
-To ty nic nie wiesz? Rodziców nie ma, w domu jest bałagan. Przyjedź natychmiast.
-Jane, zachowaj spokój. Wszystko ci wytłumaczę...-James nie mógł dokończyć.
-Czyli przyjedziesz?
-Daj mi pół godziny. Ok?
-Czekam.- Jane zakończyła rozmowę, zeszła na dół i bacznie nasłuchiwała odgłosów nadjeżdżających samochodów. Po upływie zamierzonych 30 minut James się pojawił. Dziewczyna wybiegła na ogród i wpadła w ramiona wyczekiwanego gościa. Nie mogła się uspokoić i na jej policzkach pojawiły się łzy.
-Spokojnie, kochanie wszystko jest w porządku. Wejdźmy do środka.- Teraz Jane nieco się uspokoiła. Razem weszli do salonu, usiedli na śnieżnobiałej sofie i rozpoczęli rozmowę.
-Jeżeli wszystko jest w porządku to gdzie oni są?
-Twoi rodzice musieli wyjechać. Nie będę ukrywał, że chodzi o nasze interesy, wiesz, że nie zawsze postępowaliśmy zgodnie z prawem.
-I co teraz musimy ukrywać się przed policją? Nic nie rozumiem.
-Ok, może nie powinienem ci tego mówić, ale nie mogę ukrywać przed tobą prawdy.
-Wystarczy tych wstępów. Powiedz mi o co tu chodzi.
-Spokojnie. Z twoim ojcem mieliśmy ostatnio problemy w firmie, aby spłacić kredyt wplątaliśmy się w sprzedaż narkotyków, teraz nasi dostawcy was szukają i żądają zapłaty za towar. Rodzice musieli wyjechać, ale nie mogli ci tego powiedzieć, żebyś nie zrobiła nic głupiego. Teraz musisz być ostrożna.
-A co z Sarą?
-Tu pojawia się kolejny problem, ale myślę, że najlepiej będzie jak to przeczytasz.-James podał dziewczynie białą kopertę z napisem Jane, zakończonym serduszkiem. Jana otworzyła kopertę i zaczęła czytać:
Kochanie,
Mama i ja musieliśmy wyjechać. James ci wszystko wyjaśni. Nie możemy się kontaktować, dlatego napisałem ten list. Zanim się zezłościsz i stwierdzisz, że nie chcesz mnie znać, pamiętaj, że cię bardzo kocham. Sary nie ma z nami, niedługo będziesz się mogła z nią zobaczyć. Na razie zamieszkasz z James'em i będziesz czekała na spotkanie z siostrą. Jeżeli nie zrobisz tego o co cię proszę być może już nigdy się nie zobaczymy.
KOCHAM CIĘ,
tata.
Dwudziestolatka po raz kolejny nie powstrzymała łez. James widząc w jakim strasznym jest stanie, przytulił ją.
-Musimy już jechać. U mnie będziesz bezpieczna.
-Dlaczego ty tu jesteś, a tata ucieka przed tymi handlarzami?
-Oni nigdy nie mieli ze mną kontaktu, to tata się z nimi spotykał. Nie wiedzą o moim istnieniu i lepiej żeby tak zostało.
-A firma?
-Firma nie jest zagrożona. To wszystko przez to, że zachciało nam się bogacić. Chodź, będziemy mieli jeszcze dużo czasu na rozmowy.
Kiedy opuszczali posesję, Jane spojrzała na jej rodzinny dom. Marzyła, aby był takim miejscem jak kiedyś. Ciepłą oazą szczęścia.
xoxo.
-Ok Jane, jesteś silna, poradzisz sobie.- Zdesperowana mówiła sama do siebie. W końcu doszła do wniosku, że nie ma co płakać i rozpaczać tylko zacząć działać.
Jedyne co jej wpadło do głowy to zadzwonić do dobrego przyjaciela rodziny.
-Halo? James? Tu Jane. Potrzebuję twojej pomocy, proszę przyjedź.
-Jane, witaj słońce. Coś się stało?- Miłym głosem powitał Jane, James, czyli wspólnik pana McBrian'a. Dla jego córek był bardzo dobrym wujkiem. Dziewczyna była pewna, że on na pewno o wszystkim wie i jej pomoże.
-To ty nic nie wiesz? Rodziców nie ma, w domu jest bałagan. Przyjedź natychmiast.
-Jane, zachowaj spokój. Wszystko ci wytłumaczę...-James nie mógł dokończyć.
-Czyli przyjedziesz?
-Daj mi pół godziny. Ok?
-Czekam.- Jane zakończyła rozmowę, zeszła na dół i bacznie nasłuchiwała odgłosów nadjeżdżających samochodów. Po upływie zamierzonych 30 minut James się pojawił. Dziewczyna wybiegła na ogród i wpadła w ramiona wyczekiwanego gościa. Nie mogła się uspokoić i na jej policzkach pojawiły się łzy.
-Spokojnie, kochanie wszystko jest w porządku. Wejdźmy do środka.- Teraz Jane nieco się uspokoiła. Razem weszli do salonu, usiedli na śnieżnobiałej sofie i rozpoczęli rozmowę.
-Jeżeli wszystko jest w porządku to gdzie oni są?
-Twoi rodzice musieli wyjechać. Nie będę ukrywał, że chodzi o nasze interesy, wiesz, że nie zawsze postępowaliśmy zgodnie z prawem.
-I co teraz musimy ukrywać się przed policją? Nic nie rozumiem.
-Ok, może nie powinienem ci tego mówić, ale nie mogę ukrywać przed tobą prawdy.
-Wystarczy tych wstępów. Powiedz mi o co tu chodzi.
-Spokojnie. Z twoim ojcem mieliśmy ostatnio problemy w firmie, aby spłacić kredyt wplątaliśmy się w sprzedaż narkotyków, teraz nasi dostawcy was szukają i żądają zapłaty za towar. Rodzice musieli wyjechać, ale nie mogli ci tego powiedzieć, żebyś nie zrobiła nic głupiego. Teraz musisz być ostrożna.
-A co z Sarą?
-Tu pojawia się kolejny problem, ale myślę, że najlepiej będzie jak to przeczytasz.-James podał dziewczynie białą kopertę z napisem Jane, zakończonym serduszkiem. Jana otworzyła kopertę i zaczęła czytać:
Kochanie,
Mama i ja musieliśmy wyjechać. James ci wszystko wyjaśni. Nie możemy się kontaktować, dlatego napisałem ten list. Zanim się zezłościsz i stwierdzisz, że nie chcesz mnie znać, pamiętaj, że cię bardzo kocham. Sary nie ma z nami, niedługo będziesz się mogła z nią zobaczyć. Na razie zamieszkasz z James'em i będziesz czekała na spotkanie z siostrą. Jeżeli nie zrobisz tego o co cię proszę być może już nigdy się nie zobaczymy.
KOCHAM CIĘ,
tata.
Dwudziestolatka po raz kolejny nie powstrzymała łez. James widząc w jakim strasznym jest stanie, przytulił ją.
-Musimy już jechać. U mnie będziesz bezpieczna.
-Dlaczego ty tu jesteś, a tata ucieka przed tymi handlarzami?
-Oni nigdy nie mieli ze mną kontaktu, to tata się z nimi spotykał. Nie wiedzą o moim istnieniu i lepiej żeby tak zostało.
-A firma?
-Firma nie jest zagrożona. To wszystko przez to, że zachciało nam się bogacić. Chodź, będziemy mieli jeszcze dużo czasu na rozmowy.
Kiedy opuszczali posesję, Jane spojrzała na jej rodzinny dom. Marzyła, aby był takim miejscem jak kiedyś. Ciepłą oazą szczęścia.
xoxo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz